Ekskluzywne Safari

Widoki w Parku Krugera
Niby zwykły busz, jednak kryje się tutaj wiele niebezpieczeństw i tajemnic.

Z kempingu Skukuza, jadę do Sabi Sand, prywatnej koncesji dzielącej swoje terytorium z Parkiem Krugera. Swoista atmosfera Sabi Sand sprawia że czujemy się, jakby czas cofnął się o dobre 100 lat, kiedy Afryka była synonimem luksusu dla białych podróżników.

Moim przewodnikiem w Sabi Sand jest pochodzący z Zimbabwe, ranger o imieniu Paddy. Zwiedzanie odbywa się w dostojnym stylu, będącym przypomnieniem starej szkoły, w dbałością o szczegóły i głosem pełnym entuzjazmu. Przed wyjazdem na dziką stronę, przewodnik uraczył nas dawką informacji na temat historii i misji jaką ma do spełnienia Sabi Sand. Jak każde udane zwiedzanie afrykańskiego buszu, zaczęło się od identyfikacji odchodów słonia. Paddy wskazał nam świeżą kupę pełną pestek maruli. "Wiele z tego, co słonie jedzą nie zostanie strawione, tak więc, z jednej strony niszczą one naturalne środowisko, z drugiej strony sadzą nowe drzewa"

Kupa jest jeszcze mokra, dowód że gdzieś za rogiem żeruje sobie stado słoni. Nie ma powodów do obaw, zapewnił nas przewodnik, słoń wie że jest jeszcze za mały żeby nas atakować. Kontynuując nasze safari tropami słoni, Paddy rozwiązywał zagadki buszu na naszych oczach. Wskazał nam motyle zwane perliczkami, że względu na podobieństwo w charakterystycznym deseniu białych kropek.

Spotkaliśmy też nosorożca rozpylającego łajno w naszym kierunku. Następnie, jak gdyby oczywista atrakcja w Afryce, spotkaliśmy parę flirtujących lampartów. Lamparty były tak zajęte, że pozwoliły nam zbliżyć się na odległość dobrego zdjęcia. Bezustanna komunikacja radiowa w języku shangaan przynosiła wspaniałe efekty. Paddy dokładnie wiedział, gdzie możemy wytropić zwierzęta. W piaszczystym korycie rzeki spotkaliśmy zgraję dzikich psów (likaonów), przystępujących do akcji. Biegły szybko przez gęste, trawiaste zarośla i Paddy musiał męczyć nasz 4X4 żeby nie stracić z pola widzenia rozwijającej się akcji.

Długi, straszny krzyk oznajmił nam że likaony mają dzisiaj swój obiad. Zdobyczą tą okazał się młody duiker. Dzikie psy pełne entuzjazmu rozpracowały zdobycz, bez większej uwagi na nas. To dziwne, ale zachowują się podobnie do psów domowych.

Lion Sands safari

Następnego dnia postanowiłem zwiedzić prywatny rezerwat Lion Sands pod opieką młodego, ale doświadczonego strażnika - Duane Rabie. Swoje doświadczenie zawdzięcza pracy w Parku Krugera. "Przyjeżdżałem tutaj bardzo często, Park Krugera jest piękny, z imponującą historią, to wielki zaszczyt tutaj pracować. Jestem pod wrażeniem większość ze strażników w Sabi Sand - to profesjonaliści, całkowicie zaangażowani. Pracuję z najlepszymi tropicielami, daje mi to poczucie spełnienia moich marzeń."

Duane z łatwością rozpoznaje ptaki, podjeżdżamy blisko białych nosorożców, odczytujemy każda gest tych zwierząt. Następnie zatrzymujemy się pod drzewem marula, w którym lampart ukrył martwą impalę. Kot patrzy w dół złotymi oczami, ale nie na nas - skupia się na hienach, czających się w zaroślach."

Na koniec, Duane zawiózł nas do tajemniczego miejsca, które niedawno odkrył. Jechaliśmy mozolnie piaszczystą skarpą, nasamym końcu w popołudniowym słońcu, ujrzeliśmy lwicę z sześciomy wścibskimi lwiątkami, zaledwie pięciotygodniowymi "nawet dla mnie, jest to coś bardzo specjalnego" powiedział Duane.


Okazje i nowinki do Twojej skrzynki